Od kilku dni jest bardzo mgliscie. Temperatura ok 20 stopni, bez deszczu, czyli jak na tutejsze warunki chlodnawo, ale dla mnie idealnie. Kontuzje i rany w wiekszosci wyleczone, ale teraz nie ma juz nikogo wsrod nas, kto by nie czul przynajmniej silnego zmeczenia na koniec kazdego dnia. Dzis 3 tygodnie wedrowki. Powoli dochodzi do mnie jakies pozucie zblizajacego sie konca. Moze nie smutku, bo przeciez wiem, ze jest czas na podroze, ale jest tez czas by wrocic i dalej zyc normalnym tokiem. Moze szczegolnie to, ze wracam waznym w momencie dla moich Braci, sprawia, ze nie mysle o koncu z przykroscia, ale raczej jako o nadejsciu czegos bardzo waznego i niesamowicie radosnego 馃檪
A i jeszcze mysl 馃檪 Dzis o naiwnosci. Kiedys pisalem o tym Magdzie. A teraz sprowokowal mnie Myszkin. Naiwnoscjest wysmiewana, a dla mnie zawsze laczy sie z ogromna dobrocia. To musi byc trudne tak zyc, ale nie glupie…