Pamiętacie moje cudowne paragwajskie spotkanie z tamtejszymi studentami? Noc przy ognisku, rozmowy o planach na przyszłość, wzajemne inspiracje i wszechobecna magia spotkania! (jeśli nie, zajrzyjcie tutaj i tutaj). Od tego czasu minęły już 4 lata! Żyjąc na co dzień milionem spraw, w biegu załatwiając kolejną rzecz, która jest na już, dziś siadam spokojnie z grzanym winem w ręku, przeglądam zdjęcia i cieszę się tym wspomnieniem – a robię to dlatego bo jest okazja! W tych całych podróżach chodzi właśnie oto co dzieje się teraz u mnie. Bo kiedy te cztery lata temu siedzieliśmy gapiąc się w gwiazdy, śpiewając przy ognisku i wzajemnie inspirując się pomysłami, przez myśl mi nie przyszło, że za jakiś czas to wszystko wróci, że kurtuazyjne „odwiedzimy Cię w Polsce” stanie się faktem. Inspirujemy ludzi nie tylko w wielkich momentach i płomiennych mowach. Czasem jakiś drobny gest czy słowo sprawia, że ktoś postanawia zrobić w życiu ważną rzecz. Mój spontaniczny przyjazd do…Kontynuuj czytanie
Podróżowanie z psem. Pies w pociągu. Jak dobrze wiecie Gringo w kwestii podróżowania nie miał wielkiego wyboru. Trafił do podróżnika i musiał się z tym zmierzyć. Choć nigdy nie wyglądał na bardzo cierpiącego z tego powodu. Zaczęliśmy ćwiczyć „podróże” w zasadzie od 8 tygodnia. Najpierw od chodzenia przy ruchliwych ulicach. Potem trafiliśmy do podmiejskich tramwajów, które podskakują, bujają się na różne sposoby i nie są zbyt przyjemne, później były autobusy i samochody. Tymi ostatnimi jeździliśmy całkiem sporo dzięki blablacar. Dopóki Gringo miał 3 miesiące spokojnie dawaliśmy radę na kolanach, bądź na podłodze między siedzeniami. Tym sposobem przejechaliśmy wzdłuż całą Polskę, bo byliśmy nad morzem, a także w Cieszynie. Ale w tym momencie musiałbym już wykupywać dla niego osobne siedzenie dlatego chcąc nie chcąc postanowiliśmy spróbować szczęścia z pociągami. Choć ze wszystkich środków lokomocji pociągi lubię najbardziej, jednocześnie miałem największe obawy co do podróżowania nimi ze sporym już psem. Gringo ma…Kontynuuj czytanie
Pierwsze koty za płoty Minęło 2,5 miesiąca odkąd Gringo wprowadził się do domu. A ja, tak jak się odgrażałem, stwierdziłem, że warto zapisywać ulotne myśli i spostrzeżenia o tym kochanym psiaku, choćby tylko po to, by kiedyś stały się fajną pamiątką. Może jednak, sucha analiza niektórych porażek i sukcesów wychowawczych komuś jeszcze się przyda. Tak czy siak – jedno jest pewne. Gringo ostatnimi czasy zaprząta moją głowę bardziej niż podróże, dlatego postanowiłem wygospodarować mu takie małe miejsce na tej stronie. Jakie są fakty i spostrzeżenia z tych dwóch miesięcy naszej współpracy? Gringo przybrał na wadze jakieś 15 kg, a przy okazji urosło mu się trochę. To chyba jedyna pewna rzecz, którą mogę o nim napisać. Bo wszystko inne – ciągle się zmienia. No dobra, może i trochę przesadzam. Ciągle uwielbia wariactwa, rzadko kiedy traci siły i jest pogodnym, bardzo pogodnym psem. Nie jest słitaśny, nie przepada za przytulaniem się dłuższym…Kontynuuj czytanie
Boliwijskie tradycje z okazji Święta Zmarłych 1 listopada, godzina 12. Samo południe. Po przygotowanych wcześniej drabinach, szczebel po szczeblu, z nieba na ziemię, do stęsknionego domu, wracają zmarłe dusze. Czasu jest niewiele. Dokładnie 24 godziny. Wszyscy już czekają, stół jest zastawiony. Pora cieszyć się tą chwilą kiedy zmarli są pośród nas. Bardzo ciekawa jest tradycja boliwijska związana z nadchodzącym świętem. Mam wrażenie, że tu jeszcze silniej niż w Polsce, wierzy się w obcowanie świętych i relacje ze zmarłymi przodkami. Może inaczej, w Boliwii się w to nie wierzy, to się po prostu wie. Na cmentarzu nie znajdziecie kwiatów i zniczy. 1-go listopada w zasadzie nie spotkacie tam też wielu ludzi. Wszak wszyscy są w domu, razem z duszami zmarłych. Wyjątkowa jest noc, która przypada z 1 na 2 listopada. 1 listopada w Boliwii Po ostatniej Mszy wychodzimy wraz z księdzem i zaprzyjaźnionymi parafianami modlić się. Gdzie? Dobre pytanie. Każda rodzina,…Kontynuuj czytanie
Macie takie miejsce poza własnym domem, gdzieś w świecie, może całkiem niedaleko, a może wręcz przeciwnie, gdzie czujecie się jak u siebie? Nie ze względu na identyfikacje z klimatem, wspaniałość krajobrazu czy łatwość życia. Raczej dlatego, że są tam przyjaźni Ci ludzie, na których możesz liczyć, którzy cieszą się na spotkanie bez względu na okoliczności. Taka świadomość bycia mile widzianym/słyszanym bez wyjątku. Jeśli nie – koniecznie polecam 🙂 Mam kilka takich miejsc i pod tym względem jestem wielkim szczęściarzem. Dziś zabieram Was do jednego z nich, do Irlandii – kraju w którym bywałem najczęściej, a to dzięki gościnności moich przyjaciół, Krzyśka i Dorotki. W czasie każdego z moich przyjazdów staramy się wygospodarować z Krzyśkiem jakąś chwilę na wspólny wypad i poznanie nowego miejsca. W tym roku, jak zwykle zresztą, było kilka propozycji, m.in. moje odwieczne irlandzkie marzenie czyli Belfast, ale kiedy usłyszałem o Croagh Patrick, już wiedziałem gdzie ruszymy tym…Kontynuuj czytanie
Wakacje 2003. Łódź. Jeden z tych niemiłosiernie gorących dni w centralnej Polsce, w czasie których zastanawiasz się czy nie pomyliłeś strefy klimatycznej. Zaduch, parówa, bez tchnienia wiatru i pomysłu gdzie schronić się aby przetrwać. Wyjście na dwór grozi ugotowaniem. Sięgam po „Zbrodnię i karę”. Nazwisko Dostojewski nie mówi mi na tyle dużo bym wiedział czego się spodziewać po tej lekturze. Po chwili chodzę już ulicami Pitera. Jest tak samo gorąco, parno i duszno. Zaglądam przez ramię Rodiona kiedy morduje lichwiarkę, słucham jego rozmów z Razumichinem, obgryzam z nerwów paznokcie kiedy Porfiry prowadzi śledztwo, wzruszam się sytuacją Soni i jej przemieniającą miłością. Kiedy odrywam się od książki już świta, a ja czuję gorączkę nie tylko w powietrzu, ale i na całym ciele. Dopiero parę lat później trafiam na artykuł, który opisuje, że „Zbrodnia i kara” doprowadza niektórych ludzi do stanów chorobowych. W kolejnych latach przeczytałem kilka innych książek Dostojewskiego. Były pośród…Kontynuuj czytanie
Może to starość W podróżach zawsze fascynowały mnie spotkania. Ludzie innych kultur, wyznań, obrzędów i tradycji. Niesamowite opowieści ze szczyptą egzotyki i nutą nierealności. Bez wątpienia kiedy jedziesz na drugi koniec świata by posłuchać czyjejś historii nawiązuje się dialog. Musisz się otworzyć, zrzucić łuski stereotypów i przyzwyczajeń, zostawić „najmojszą” prawdę na boku. Pozostaje wyciągnąć rękę i nauczyć się słuchać. Nie oceniać nazbyt pochopnie. To wszystko dały mi podróże. A uświadomienie sobie takiej wolności wobec ludzkich poglądów (nieidealnej oczywiście bo czasem krew zalewa) sprawia, że oddycham pełną parą i dość spokojnie. Łatwiej o wyrozumiałość (albo o zrozumienie schematu działania) tak wobec fanatyków religijnych jak i lewaków, w ogóle wobec ludzi. Tak było. A potem wróciłem na wieś. Może lepiej powiedzieć, że do prowincjonalnego miasteczka. Ze wszystkim co w nim najlepsze i najgorsze zarazem. Wróciłem do ciszy, zapachu lasu, rechotu żab, do mleka prosto od krowy, spacerów z psem, skarbów ze strychu,…Kontynuuj czytanie
Rzuć pracę! Zauważyliście, że od jakiegoś czasu modne jest stwierdzenie: rzuć pracę i rusz w podróż dookoła świata? Nie żebym krytykował. Zawsze mnie to bardzo ekscytuje i nie da się ukryć, że jest w tym coś bardzo nęcącego i pociągającego, coś co sprawia, że kiedy nasłucham się zbyt dużo o takich rzeczach myślę sobie: „Czemu nie ja?”. Zresztą kto nie śledził z wypiekami na twarzy Kingi i Chopina, czy trochę później Andrzeja i Alicji z Los Wiaheros, albo Magdy i Tomka z z2strony? Szczyt zachwytu przeżyłem kiedy w taką podróż ruszyli Karolina i Bartek z Tropimy przygody, których poznałem jeszcze przed rozpoczęciem wyprawy. Czytanie o ich przygodach, niesamowitych wyprawach i ciekawych spotkaniach sprawia, że człowiek na chwilę odrywa się od obowiązków dnia codziennego i delektuje się egzotycznym klimatem. Zatem dziś nadszedł moment kiedy chciałbym Wam wszystkim ogłosić: Rzucam pracę i nie ruszam w podróż dookoła świata. Mało tego, wracam do domu.…Kontynuuj czytanie
O tym jak socjologa uczyli, że ankieta to dobra rzecz jest! Po spotkaniu w Cieszynie pomysłów i idei w głowie jest mnóstwo. Kilka razy krzyknąłem w głowie „Eureka!”, w przypadku ankiety jednak zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie wstyd! No bo jak to tak, że socjolog z wykształcenia uczył się na blogerskim zjeździe dopiero, że ankieta to całkiem przydatne narzędzie. Bez przeciągania jednak – moi drodzy, bardzo proszę, zajmie Wam to chwilkę, a mi może bardzo pomóc, zatem poświęćcie te 2-3 minuty i odeślijcie mi wypełnioną ankietę, a ja obiecuję zrobić z niej użytek. Ok? 🙂 Ładowanie… Nie bolało, prawda? Sam jestem ciekaw Waszych wyników, ale powstrzymam się jeszcze z przeglądaniem tego wszystkiego kiedy obraz będzie trochę pełniejszy. Jeszcze raz dzięki za pomoc! Z podróżniczym pozdrowieniem Szymon Podróżnik *** Ankieta – podsumowanie! Przede wszystkim, dzięki prawie 100 z Was, którzy zdecydowaliście się wypełnić ankietę. Jej wyniki, może w większości mnie…Kontynuuj czytanie
Cieszyn. Magia spotkania Na spotkaniu zapoznawczym w Cieszynie odgrażałem się, że skoro piszę o historiach związanych ze spotkaniami z ludźmi, materiału z stamtąd prawdopodobnie wystarczy mi na wiele kolejnych wpisów – wszak okazji do spotkań i rozmów było aż nadto. Jacy są naprawdę blogerzy? Przejdźmy zatem do rzeczy. Zapraszam Was do historii, która już na zawsze zmieni Wasze postrzeganie niektórych podróżników. Do Cieszyna wyruszyłem już w czwartek wieczorem, także kiedy w piątek około 17.00 przekraczałem wrota 3 Bross’ Hostel okazało się, że byłem drugi. Pozwoliło mi to zająć najlepsze miejscówkę do spania i oczekiwać pozostałych. W tzw „międzyczasie” mieliśmy okazję porozmawiać z Adamem i Robinem o Łodzi, rewolucji przemysłowej, a także o Śląsku Cieszyńskim i kilku innych fascynujących miejscach. Aż w końcu pojawili się Tomek i Małgośka z Tamtaram. Przesympatyczni ludzie z którymi jak się okazało bardzo szybko złapaliśmy wspólne tematy dotyczące Oruro, Boliwii i wolontariatu misyjnego. Muszę się z…Kontynuuj czytanie