Tak, czasem trzeba zostawić to co dobre, by doświadczyć tego co lepsze 🙂

Magia Vancouver oczarowała i mnie. Do pełni szczęścia brakuje tam tylko, choćby małej, ale starówki w europejskim stylu. No ale nie można mieć wszystkiego. Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć (a zdecydowanie mówię to bardzo rzadko) – mógłbym tam kiedyś pomieszkać. Dobrze się czuję, podoba mi się, czego chcieć więcej. Ale Vancouver widziane moimi oczami to również spotkanie ze wspaniałymi ludźmi, którzy dali mi dach nad głową i przypomnieli przez te parę dni jak smakuje polskie jedzenie. Oprócz tego koniec końców otworzyły się jakieś nowe perspektywy i możliwości przede mną, ale to zdecydowanie przyszłość poboliwijska 🙂 więc nie ma co narazie zawracać sobie głowy 🙂

Dziś już Seattle, jutro i pojutrze Nowy Jork, popojutrze Panama, a w czwartek BOLIWIA! (dziś to pojęcie względne, bo u was dziś to wczoraj :))

Z tej okazji piosenka z Boliwią w tle 🙂 Przyznać się, kto wiedział, że SDM śpiewa o Boliwii 🙂

 

I na pożegnanie z Vancouver – ostatnia seria zdjęć:

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.