Boliwijska wioska to trochę inny świat. Fakt jest faktem, że i tutejsze miasta odbiegają od tych europejskich standardów. Wszędzie jednak można znaleźć jakieś swojskie miejsce i “poczuć się” jak u siebie. W campo jednak jest zupełnie inaczej. Trochę jakby świat się zatrzymał.

Uczę się chyba na to patrzeć. Nie oceniać. Szukać głębi. Rozumieć ich zwyczaje. Poznawać tradycje. Na pewno trudne jest chrześcijaństwo tutejsze dla Europejczyka. Łatwo jest je niesprawiedliwie ocenić. Dużo magii, czarów, pozostałości po religiach andyjskich… ale oprócz tego zadziwiająca wiara… nie, czasem, myślę, że to nie wiara w europejskim rozumieniu. To wiedza, to pewność, to życie z Bogiem tak jakby z sąsiadem w naszym rozumieniu. Można się tu wiele nauczyć. Dziękuję Panu Bogu, że daje mi tutaj tyle różnych doświadczeń, pięknych, ciekawych, bardzo trudnych… ale wierzę, że w każdym wypadku owocnych.

***

Dziękuję wszystkim za pomoc w zbiórkach. Vico zebrał pieniądze na studia. Książki dla Paragwaju lada dzień zostaną wysłane. To dzieje sie dzięki Wam i jest dla mnie niesamowitym znakiem dobroci człowieka!