Nogi sie goja, ale dzis dluga trasa w upale. Tradycyjnie juz z kazdym kilometrem lepiej. Mam nadzieje, ze wszystko powoli bedzie sie goic. A z drugiej strony moze teraz bardziej widac sens jakiejs ofiary czy czegos takiego. Zabralem ze soba w podroz “Idiote” w wersji mp3 i czasem wieczorem slucham. I na podstawie wlasnie ksiecia Myszkina bedzie dzisiejsza mysl. O tym jak wazna dla czlowieka jest nadzieja. Myszkin mowi o niegodziwosci kary smierci, ale ciekawa jest argumentacja. O wiele gorszym jest zostac zabitym na podstawie prawomocnego wyroku niz podczas jakiegos napadu itp. Dlaczego? Bo smierc poprzez skazanie zabija nadzieje. Taki czlowiek wie, ze nic go nie uratuje, w przeciwienstwie do napadnietego, ktory do ostatniej chwili broni sie i walczy o zycie. Taka egzystencja bez nadziei jest wg Myszkina czyms najbardziej nieludzkim… ciekawe moim zdaniem…
Wieczorem spotykam Slowakow. Okazuje sie ze maja odlot wtedy kiedy ja wiec pewnie bedziemy sie jeszcze widywac. Szedl z nimi Polak, ale poszedl Primitivo. On tez ma wylot 11 czerwca. Kto wie, moze 10 wieczorem bedzie slowianska kolacja w Santiago? 🙂