Pojechałem do Guadalupe. Pobyć, popatrzeć, kontemplować, robić zdjęcia, chłonąć klimat. Nie da się jednak ukryć, że moja religijność na co dzień stroni od monumentalnych kościołów, od objawień maryjnych, od blichtru i tłumów. Mimo wszystko liczyłem, że tu będzie inaczej. I nie zawiodłem się! Jak na Amerykę Łacińską przystało jest tam pewien dystans, którego brakuje w takich miejscach w Europie. Nikt nie pilnuje czy nie nosi się zbyt krótkich strojów, pies śpi w progu świątyni, a dzieci świetnie się tam bawią. Cóż, zrozumiałem, że cokolwiek bym nie napisał, będzie to dość sztuczne, bo to jedynie moje, bardzo osobiste doświadczenie. Fakt, zabieram się za opisanie Wam pewnej historii z Guadalupe, która zatoczyła krąg w moim życiu, ale na to musicie poczekać. Teraz zapraszam Was na mini fotoreportaż. Jak na sanktuarium pewnie będzie dość nietypowy. Za to ułoży się w całość wraz z tytułem 😉
Pamiętacie wpis „Polsko, jesteś spoko”? Pod jego koniec obiecałem Wam wywiad z Santiago i Carlosem na temat ich własnych spostrzeżeń na temat Polski. Zaskoczyli mnie bardzo, bo zamiast odpowiedzi na zadane pytania w formie pisemnej – zrobili krótki filmik. Zobaczcie co oczarowało dwóch Paragwajczyków, którzy spędzili w Polsce prawie miesiąc, a co ich najbardziej wkurzało. Jakie mają o nas zdanie, czego zazdroszczą itp? p.s. Do tego wszystkiego muszę dodać jedną kwestię. Chodzi o disco-polo w którym Carlos i Santiago się zakochali (co słychać w podkładzie). Cóż, ja fanem nie jestem, ale usłyszałem od nich ciekawą rzecz. Powiedzieli mi coś takiego, że disco-polo jest tym samym co klubowa muzyka latino. Lekka, łatwa i przyjemna. Skoro lubimy tą drugą lubimy to czemu gardzimy disco-polo? Zdaniem chłopaków z tej racji, że nie potrafimy docenić tego co polskie. Godne przemyślenia 🙂 A jakie są Wasze spostrzeżenia?
Po wyjściu z samolotu czuję, że jestem w latynoamerykańskim kraju. W jaki sposób? Trochę trudno to opisać, ale otacza mnie to ze wszystkich stron. Oczywiście język, klimat, ale też to nawoływanie, zachwalanie swoich produktów. Napiszę Wam jednak o kilku zaobserwowanych ciekawostkach, rzeczach, które spodobały mi się bardziej lub mniej, ale wydają się godne uwagi. Dodam tylko, że kiedy piszę Meksyk mam na myśli tylko i wyłącznie stolicę. Nawet nie próbuję wyjeżdżać poza jej granice, bo tydzień to zdecydowanie za mało nawet na to by poznać miasto. Dworzec autobusowy w Ameryce Łacińskiej Przypomina mi się jedna z  pierwszych historii z Boliwii, która potem w różnych formach przewijała się nieustannie na tym kontynencie. Byliśmy na dworcu autobusowym w Santa Cruz i stamtąd planowaliśmy przedostać się do Cochabamby. Dworce wyglądają tak, że każdy z przewoźników ma swoje stoisko na którym można kupić bilet na daną linię. Czyli nie ma czegoś takiego jak jedna uniwersalna kasa. To…Kontynuuj czytanie
Najpiękniejszy karnawał w sercu Altiplano Na co dzień niezbyt duże, trochę szare i ponure górnicze miasto w Boliwii. Jednak raz do roku przeobraża się totalnie. Z brzydkiego kaczątka zamienia się w pięknego łabędzia, otwierając swoje wrota na zupełnie niezwykłe wydarzenie, najpiękniejszy karnawał jaki dane mi było zobaczyć. W rytm tańca El Morenady, El Diablady i wielu innych, na ulicę wychodzą tysiące tancerzy, zmieniając to miasto w niekwestionowaną stolicę fiesty. Karnawał w Oruro, choć nie jest największy (drugi po Rio de Janeiro karnawał w Ameryce Południowej), ze względu na swoją historyczną niezwykłość został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Z jakiego powodu? O tym poniżej. Historia Karnawału w Oruro Karnawał w Oruro ma swoje źródło w czasach przedkolonialnych.  Już wtedy okolice Oruro były miejscem pielgrzymek świata andyjskiego. Pierwotnie wędrowano do świętej góry Urus by prosić o ochronę bóstw nazywanych Wakas. Po podboju Inków, w festiwalu Ito obchodzonym przez plemiona Uru,  hołd składano…Kontynuuj czytanie
Był bodajże rok 2010. Kolejny przełom w moim życiu. Morze możliwości. Powracając do swoich największych pasji postanowiłem zacząć uczyć się rosyjskiego. Czynnikiem motywacyjnym był planowany wyjazd do Rosji. Przeglądając oferty, odnalazłem w internecie nowo powstałą szkołę, która oferowała intensywny miesięczny kurs w wakacje. Zapisałem się. Po jakimś czasie zadzwoniła do mnie Karolina, właścicielka szkoły. Okazało się, że w terminie, który zaproponowałem nie było więcej chętnych. Mimo wszystko Karolina nie odwołała zajęć, a zaproponowała mi w tej samej cenie zajęcia indywidualne. Pomyślałem sobie: Wow! Jakie genialne podejście. Ale to nie wszystko. Co zapamiętałem z tego miesiąca nauki? Wiele ciekawych historii i anegdot związanych z Rosją i językiem rosyjskim. Przede wszystkim jednak zrozumiałem, że tryb indywidualny jest dla mnie stworzony, że lektor może dostosować się do mojego tempa i kiedy mam czas i siły, przez miesiąc możemy nauczyć się naprawdę dużo. Nie tracimy czasu na powtarzanie tych samych fraz przez grupę osób. Oczywiście każdy…Kontynuuj czytanie
Zorza od dawna była moim marzeniem czego dowodem jest jej obecność na mojej TOP liście. Bajkowe kolory i idąca za tym niepojęta niezwykłość działają mocno na wyobraźnię dziecka. Później jednak im więcej o niej czytałem tym bardziej wątpiłem, bo poszerzało się grono krytyków, którzy twierdzili, że zorza jest totalnie przereklamowana, a to co widzimy na zdjęciach to raczej efekt pracy programów do obróbki. Pierwszy raz spróbowaliśmy zobaczyć zorzę wraz z Piotrkiem i Kubą rok temu. Niestety prognozy były tak fatalne, że nie było żadnych szans na spełnienie marzenia. Nie poddaliśmy się jednak! Nasza kolejna wyprawa w celu upolowania zorzy polarnej zakończyła się powodzeniem. W związku z tym pomyślałem, że może warto zebrać w jednym wpisie kilka informacji na temat tego niesamowitego zjawiska, tak abyście nie popełniali niektórych naszych błędów, a także zorientowali się w jaki sposób można zorganizować taką wyprawę by nie zrujnowała ona waszego portfela. Jak powstaje zorza? Zorza polarna od zawsze…Kontynuuj czytanie
2016 zdecydowanie nie zostanie zapamiętany przeze mnie jako rok w którym podróżnicze projekty zdominowały moje życie. Wręcz przeciwnie. Zrezygnowałem z kolejnego podboju Rosji na rzecz zrywania stropów i malowania ścian. Zamiast pisać nowe wpisy, nastawiałem nowe wina. Zamiast odkładać na podróże zwolniłem się z pracy i kupiłem psa. Zamiast poczucia bycia gdzieś daleko wróciłem w rodzinne strony. Zamiast wiatru we włosach częściej w tym roku miałem w nich gips albo farbę. Czy to znaczy, że było źle? Skądże znowu, było zupełnie inaczej. Podróże i te bliskie i te bardzo dalekie ciągle przede mną, a dodatkowo rodzi się miejsce do którego zawsze będzie można wracać. Bywało żmudnie i niełatwo, ale wszystko odmieniło się zimą. Tak, w tym roku przebiła ona wszystkie moje marzenia i myśli, również te podróżnicze. I ułatwiła mi również decyzję o nierobieniu wpisu podsumowującego rok 2016. To tylko kartka w kalendarzu. Żaden etap życia nie kończy się 31…Kontynuuj czytanie
W zasadzie widzieliśmy się z Heleną Kmieć kilka razy w życiu. Choć to pierwsze spotkanie, teraz wydaje mi się jakby symboliczne, bo wtedy na zaproszenie ks. Pawła, razem z Olą opowiadaliśmy o wolontariacie w Boliwii, w Cochabambie. Było to tylko kilka rozmów, kontakt przez facebook itp. Jednak Helenę zapamiętałem jako dziewczynę, która wpatrywała się w Niebo. Pełna radości, uśmiechu i bardzo blisko Boga. Takie było moje pierwsze wrażenie. Wczoraj kiedy dowiedziałem się o całej tragedii i próbowałem się modlić, tak bardzo kolejny raz dotknęła mnie myśl, że mamy mało czasu. Na miłość, na działanie, na spełnianie marzeń, na robienie czegoś dobrego. Najczęściej jest tak, że właśnie te rzeczy zostawiamy na później. Na lepsze czasy, na „po pracy”, w wolnej chwili, po podwyżce, kiedy skończę studia, po zakupie mieszkania, kiedy spłacę kredyt, po ślubie… W naszych głowach jest tyle genialnych myśli, tyle wspaniałych uczynków, tyle dobrych emocji i uczuć. Podziel się nimi…Kontynuuj czytanie
  Jak pewnie większość z Was wie, święta i kilkanaście następnych dni spędziłem w gronie moich paragwajskich przyjaciół. Był czas na rodzinne spotkania, polskie potrawy i poświąteczne lenistwo, ale nie zabrakło spontanicznych wypraw, zwiedzania, smaku polskiej zimy oraz wielu innych przygód. Sądząc po uśmiechach – była to naprawdę fajna wycieczka. Dla mnie, poza radością ze spotkania, była to okazja do przyjrzenia się reakcji polskiej prowincji (tam byliśmy najczęściej) na obcokrajowców. Czy jest aż tak źle jak możemy przeczytać w gazetach? Czy jesteśmy ciemnogrodem pełnym ksenofobicznych uprzedzeń i nie ma dla nas żadnej nadziei? Prawda jak to prawda – nigdy nie jest prosta. Pozwólcie, że podzielę się tym co sam zobaczyłem. Jacy są Polacy na prowincji? Oczywiście to były niespełna trzy tygodnie. Za mało by być obiektywnym (zresztą żadna liczba nie byłaby wystarczająca by ów obiektywizm osiągnąć). Mimo wszystko odbyliśmy mnóstwo spotkań z ludźmi, począwszy od tych krótkotrwałych, kiedy chłopaki podchodzili…Kontynuuj czytanie
Pamiętacie moje cudowne paragwajskie spotkanie z tamtejszymi studentami? Noc przy ognisku, rozmowy o planach na przyszłość, wzajemne inspiracje i wszechobecna magia spotkania! (jeśli nie, zajrzyjcie tutaj i tutaj). Od tego czasu minęły już 4 lata! Żyjąc na co dzień milionem spraw, w biegu załatwiając kolejną rzecz, która jest na już, dziś siadam spokojnie z grzanym winem w ręku, przeglądam zdjęcia i cieszę się tym wspomnieniem – a robię to dlatego bo jest okazja! W tych całych podróżach chodzi właśnie oto co dzieje się teraz u mnie. Bo kiedy te cztery lata temu siedzieliśmy gapiąc się w gwiazdy, śpiewając przy ognisku i wzajemnie inspirując się pomysłami, przez myśl mi nie przyszło, że za jakiś czas to wszystko wróci, że kurtuazyjne „odwiedzimy Cię w Polsce” stanie się faktem. Inspirujemy ludzi nie tylko w wielkich momentach i płomiennych mowach. Czasem jakiś drobny gest czy słowo sprawia, że ktoś postanawia zrobić w życiu ważną rzecz. Mój spontaniczny przyjazd do…Kontynuuj czytanie